Dość! Oto kara. - Naprzód!
Ach, palą płuca huczą skronie! Mroczno mi w oczach, przez to słońce! serce... kończyny...
Dokąd dążymy? do walki? Słabo mi! inni prą do przodu. Sprzęt, broń... czas!...
Ognia! ognia we mnie! Tu! albo się poddaję. - Tchórze! - Zabijam się! Rzucam się pod końskie kopyta!
Ach!...
- Przywyknę do tego.
Będzie to życie po francusku, ścieźką honoru.
Tłumaczyła Marta Pycior
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowe tłumaczenie A. Rimbaud - Sezon w piekle: "Zła krew". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nowe tłumaczenie A. Rimbaud - Sezon w piekle: "Zła krew". Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 września 2011
A. Rimbaud - Sezon w piekle : Zła krew (cz. 6 Odrzucenie religijności i wyrzutów sumienia)
Nuda nie jest już moją miłością. Wściekłość, rozpusta, szaleństwo, w których znam wszystkie uniesienia i klęski- całe moje brzemię jest zdjęte. Doceńmy bez uniesień granice mojej niewinności.
Nie byłbym już zdolny prosić pocieszenia chłostą. Nie widzę się jako przybyły na zaślubiny mając za teścia Jezusa Chrystusa.
Nie jestem więźniem własnego rozumu. Powiedziałem: Bóg. Chcę wolności w zbawieniu: jak za nim dążyć? Zachcianki mnie opuściły. Nie potrzebuje już poświęceń ani boskiej miłości. Nie żałuję wieku czułych serc. Każdy posiada swój rozum, wzgardę i miłosierdzie: zachowuję swoje miejsce u szczytu tej anielskiej drabiny zdrowego rozsądku.
Co do ustalonego szczęścia, domowego albo i nie... nie, nie mogę. Jestem zbyt rozproszony, zbyt słaby. Życie rozkwita dzięki pracy, stara prawda: ja, moje życie nie jest wystarczająco ciężkie, unosi się i szybuje daleko ponad akcją, tym kochanym miejscem na ziemi.
Jakżesz się staję starą panną, której brakuje odwagi aby kochać śmierć!
Gdyby Bóg udzielił mi spokój niebiański, bezcielesny, modlitwę - jak dawnym świętym. -Święci! mocarze! anachoreci, artyści jacy oni są tu już zbędni!
Wieczna farsa! Moja niewinność doprowadza mnie do łez. Życie jest farsą, którą wszyscy wiodą.
Tłumaczyła Marta Pycior
Nie byłbym już zdolny prosić pocieszenia chłostą. Nie widzę się jako przybyły na zaślubiny mając za teścia Jezusa Chrystusa.
Nie jestem więźniem własnego rozumu. Powiedziałem: Bóg. Chcę wolności w zbawieniu: jak za nim dążyć? Zachcianki mnie opuściły. Nie potrzebuje już poświęceń ani boskiej miłości. Nie żałuję wieku czułych serc. Każdy posiada swój rozum, wzgardę i miłosierdzie: zachowuję swoje miejsce u szczytu tej anielskiej drabiny zdrowego rozsądku.
Co do ustalonego szczęścia, domowego albo i nie... nie, nie mogę. Jestem zbyt rozproszony, zbyt słaby. Życie rozkwita dzięki pracy, stara prawda: ja, moje życie nie jest wystarczająco ciężkie, unosi się i szybuje daleko ponad akcją, tym kochanym miejscem na ziemi.
Jakżesz się staję starą panną, której brakuje odwagi aby kochać śmierć!
Gdyby Bóg udzielił mi spokój niebiański, bezcielesny, modlitwę - jak dawnym świętym. -Święci! mocarze! anachoreci, artyści jacy oni są tu już zbędni!
Wieczna farsa! Moja niewinność doprowadza mnie do łez. Życie jest farsą, którą wszyscy wiodą.
Tłumaczyła Marta Pycior
wtorek, 13 września 2011
A. Rimbaud - Sezon w piekle : Zła krew (cz.5 Ironiczny monolog nawróconego)
Biali lądują. Armatni strzał! Trzeba się poddać ochrzczeniu, ubrać się, pracować.
W samo serce dostalem strzal łaski. Ach! nie spodziewałem sie tego!
Nie zrobiłem absolutnie nic złego. Moje dni będą lekkie i oszczędzona mi będzie skrucha. Nie zaznałbym zawirowan duszy niemal obumarlej od dobra, gdzie wznosi się srogie światło jak w świecach nagrobnych. Los syna rodziny, trumna przedwczesnie okryta przezroczystymi łzami. Zapewne, głupia jest rozpusta, występek jest głupi; trzeba odrzucić tę zgniliznę. Ale zegarowi nie uda się nie wybijac godzin poza godzinami cierpien! Czyż będę cwiczony jak dziecko, żebym zabawiał się w raju zapomniawszy o wszelkim nieszczęściu?
Śpieszmy się! Czy istnieją inne życia? - Sen w bogactwie jest niemozliwy. Bogactwo było zawsze dobrem publicznym. Tylko boska miłość udziela kluczy do wiedzy. Widzę, że natura nie jest niczym wiecej jak widowiskiem dobroci. Żegnajcie chimery, ideały, błędy!
Rozsądny śpiew aniołów wzbija się ze zbawczego statku: to boska miłość. - Dwie miłości! mogę umrzeć od ziemskiej miłości, umrzeć z poświęcenia. Opuściłem dusze, którym cierpień mój odjazd pomnoży! Wybieracie mnie spośród rozbitków: czy ci, którzy pozostali nie są moimi przyjaciółmi?
Ocalcie ich!
Narodził mi się rozum. Świat jest dobry. Pobłogosławię życie. Pokocham moich braci. Nie są to już obietnice dzieciństwa. Ani nadzieja, że umknę starości i śmierci. Bóg stanowi moją moc i chwalę Boga.
Tłumaczyła Marta Pycior
___________
W samo serce dostalem strzal łaski. Ach! nie spodziewałem sie tego!
Nie zrobiłem absolutnie nic złego. Moje dni będą lekkie i oszczędzona mi będzie skrucha. Nie zaznałbym zawirowan duszy niemal obumarlej od dobra, gdzie wznosi się srogie światło jak w świecach nagrobnych. Los syna rodziny, trumna przedwczesnie okryta przezroczystymi łzami. Zapewne, głupia jest rozpusta, występek jest głupi; trzeba odrzucić tę zgniliznę. Ale zegarowi nie uda się nie wybijac godzin poza godzinami cierpien! Czyż będę cwiczony jak dziecko, żebym zabawiał się w raju zapomniawszy o wszelkim nieszczęściu?
Śpieszmy się! Czy istnieją inne życia? - Sen w bogactwie jest niemozliwy. Bogactwo było zawsze dobrem publicznym. Tylko boska miłość udziela kluczy do wiedzy. Widzę, że natura nie jest niczym wiecej jak widowiskiem dobroci. Żegnajcie chimery, ideały, błędy!
Rozsądny śpiew aniołów wzbija się ze zbawczego statku: to boska miłość. - Dwie miłości! mogę umrzeć od ziemskiej miłości, umrzeć z poświęcenia. Opuściłem dusze, którym cierpień mój odjazd pomnoży! Wybieracie mnie spośród rozbitków: czy ci, którzy pozostali nie są moimi przyjaciółmi?
Ocalcie ich!
Narodził mi się rozum. Świat jest dobry. Pobłogosławię życie. Pokocham moich braci. Nie są to już obietnice dzieciństwa. Ani nadzieja, że umknę starości i śmierci. Bóg stanowi moją moc i chwalę Boga.
Tłumaczyła Marta Pycior
___________
czwartek, 1 września 2011
A. Rimbaud - Sezon w piekle : Zła krew (cz.4 Alienacja narratora)
Jeszcze będąc dzieckiem, wielbiłem skazanego nie do obrony, za którym zamykały się zawsze wrota na galery; odwiedzałem oberże i pokoje do wynajęcia, które mógłby uświęcić swoim pobytem; oglądałem poprzez jego myśli błękitne niebo i kwitnącą pracę wsi; domyślałem się jego nieszczęść w miastach. Miał więcej siły niż święty, więcej zdrowego rozsądku niż podróżnik - i siebie, siebie jednego! za świadka swojej chwały i rozumu.
Na drogach, w zimowe noce, bez schronienia, bez odzieży bez chleba, pewien głos ujmował moje wyziębłe serce: - "Słabość albo siła: ostatecznie, to siła. Nie wiesz ani dokąd idziesz ani dlaczego, zachodź wszędzie, odpowiadaj na wszystko. Nie mogą cię zabić więcej jeżeli już jesteś trupem". Rano miałem wzrok tak zagubiony i wyraz twarzy tak martwy, że ci, których spotkałem, być może nie dostrzegli mnie.
Błoto w miastach wydawało mi się nagle czerwone i czarne, jak lustro kiedy przenoszą lampę po sąsiednim pokoju, jak skarb w lesie! Powodzenia, wołałem, i widziałem morze ognia i dymu na niebie; i, na lewo, na prawo, wszystkie bogactwa błyskały jak miliard piorunów.
Ale orgia i towarzystwo kobiet były mi wzbronione. Ani jednego kompana. Widziałem się przed rozdrażnionym tłumem, naprzeciw plutonu egzekucyjnego, opłakiwałem nieszczęście, którego tamci nie potrafiliby zrozumieć, i wybaczałem! - Jak Joanna d' Arc! - "Kapłani, profesorowie, zwierzchnicy, mylicie się, wydając mnie w ręce sprawiedliwości. Nigdy nie byłem jednym z tych ludzi; nigdy nie byłem chrześcijaninem; pochodzę z rasy, która śpiewała na torturach; nie pojmuję praw; nie mam wyczucia moralności, jestem gburem: mylicie się..."
Ależ tak, mam zamknięte oczy na wasze światło. Jestem bestią, murzynem. Ale mógłbym być uratowany. Jesteście fałszywymi murzynami, wy maniacy, dzicy, skąpcy. Handlarzu, jesteś murzynem; urzedniku, jesteś murzynem; generale, jesteś murzynem; cesarzu, zastarzały świerzbie, jesteś murzynem: piłeś nie opodatkowany likier, z gorzelni Szatana. - Ten lud jest natchniony gorączką i rakiem. Słabeusze i starcy tak są szanowni, że proszą o tortury. - Najzmyślniej byłoby opuścić ten kontynent, gdzie szaleństwo błąka się, by dostarczać zakładników tym nędznikom. Wstępuję w prawdziwe królestwo dzieci Chama.
Czy znam jeszcze naturę? Czy znam siebie? - Bez zbednych juz słów.
Chowam umarłych w swoim brzuchu. Krzyki, bicie bębna, taniec, taniec, taniec, taniec! Nie widzę nawet, o ktorej godzinie biali przybywaja, zapadnę się w nicość.
Głód, pragnienie, krzyki, taniec, taniec, taniec, taniec!
Tł. marta pycior
Na drogach, w zimowe noce, bez schronienia, bez odzieży bez chleba, pewien głos ujmował moje wyziębłe serce: - "Słabość albo siła: ostatecznie, to siła. Nie wiesz ani dokąd idziesz ani dlaczego, zachodź wszędzie, odpowiadaj na wszystko. Nie mogą cię zabić więcej jeżeli już jesteś trupem". Rano miałem wzrok tak zagubiony i wyraz twarzy tak martwy, że ci, których spotkałem, być może nie dostrzegli mnie.
Błoto w miastach wydawało mi się nagle czerwone i czarne, jak lustro kiedy przenoszą lampę po sąsiednim pokoju, jak skarb w lesie! Powodzenia, wołałem, i widziałem morze ognia i dymu na niebie; i, na lewo, na prawo, wszystkie bogactwa błyskały jak miliard piorunów.
Ale orgia i towarzystwo kobiet były mi wzbronione. Ani jednego kompana. Widziałem się przed rozdrażnionym tłumem, naprzeciw plutonu egzekucyjnego, opłakiwałem nieszczęście, którego tamci nie potrafiliby zrozumieć, i wybaczałem! - Jak Joanna d' Arc! - "Kapłani, profesorowie, zwierzchnicy, mylicie się, wydając mnie w ręce sprawiedliwości. Nigdy nie byłem jednym z tych ludzi; nigdy nie byłem chrześcijaninem; pochodzę z rasy, która śpiewała na torturach; nie pojmuję praw; nie mam wyczucia moralności, jestem gburem: mylicie się..."
Ależ tak, mam zamknięte oczy na wasze światło. Jestem bestią, murzynem. Ale mógłbym być uratowany. Jesteście fałszywymi murzynami, wy maniacy, dzicy, skąpcy. Handlarzu, jesteś murzynem; urzedniku, jesteś murzynem; generale, jesteś murzynem; cesarzu, zastarzały świerzbie, jesteś murzynem: piłeś nie opodatkowany likier, z gorzelni Szatana. - Ten lud jest natchniony gorączką i rakiem. Słabeusze i starcy tak są szanowni, że proszą o tortury. - Najzmyślniej byłoby opuścić ten kontynent, gdzie szaleństwo błąka się, by dostarczać zakładników tym nędznikom. Wstępuję w prawdziwe królestwo dzieci Chama.
Czy znam jeszcze naturę? Czy znam siebie? - Bez zbednych juz słów.
Chowam umarłych w swoim brzuchu. Krzyki, bicie bębna, taniec, taniec, taniec, taniec! Nie widzę nawet, o ktorej godzinie biali przybywaja, zapadnę się w nicość.
Głód, pragnienie, krzyki, taniec, taniec, taniec, taniec!
Tł. marta pycior
niedziela, 21 sierpnia 2011
A. Rimbaud - Sezon w piekle : Zła krew (cz.4 :Siła czy słabość?)
Nie odjeżdżamy. - Rozpocznijmy drogę tutaj, obciążony moją wadą, wadą, która wypusciła obok mnie swoje korzenie cierpienia , od wieku dojrzałości - który idzie do nieba, bije mnie, przewraca, wlecze.
Ostatnia niewinność i ostatnie onieśmielenie. Powiedziane. Nie obnosić po świecie moich obrzydzeń i moich zdrad.
Chodźmy! Marsz, brzemię, pustynia, nuda i gniew.
Komu mam się chwalić? Jaką bestię trzeba wielbić? Który święty obraz zaatakujemy? Które serca złamię? Które kłamstwo mam podtrzymywać? - W czyjej brodzić krwi?
Lepiej wystrzegać się prawa. - Zycie trudne, głupota łatwa, podnieść, wyschłą pięścią wieko trumny, usiąść, stracić oddech. Bez starości ani niebezpieczeństw: terror nie jest francuski.
- Ach, tak jestem opuszczony, że ofiaruję byle jakiemu świętemu obrazowi porywy doskonałości.
O, moje wyrzeczenia, o, moje cudowne miłosierdzie! tutaj, na dole, jednakże!
De profundis Domine*, czyzbym byl głupcem!
Tłumaczyła Marta Pycior
*De profundis Domine - Nawiązanie do pierwszych słów 130-go Psalmu w Biblii(129) "De profundis clamavi ad te, Domine" - Z czeluści krzyczę do Ciebie Panie, który to psalm czyta się zwykle w imieniu zmarłego podczas ceremonii pogrzebu.(przypisek tłumacza)
___________
Ostatnia niewinność i ostatnie onieśmielenie. Powiedziane. Nie obnosić po świecie moich obrzydzeń i moich zdrad.
Chodźmy! Marsz, brzemię, pustynia, nuda i gniew.
Komu mam się chwalić? Jaką bestię trzeba wielbić? Który święty obraz zaatakujemy? Które serca złamię? Które kłamstwo mam podtrzymywać? - W czyjej brodzić krwi?
Lepiej wystrzegać się prawa. - Zycie trudne, głupota łatwa, podnieść, wyschłą pięścią wieko trumny, usiąść, stracić oddech. Bez starości ani niebezpieczeństw: terror nie jest francuski.
- Ach, tak jestem opuszczony, że ofiaruję byle jakiemu świętemu obrazowi porywy doskonałości.
O, moje wyrzeczenia, o, moje cudowne miłosierdzie! tutaj, na dole, jednakże!
De profundis Domine*, czyzbym byl głupcem!
Tłumaczyła Marta Pycior
*De profundis Domine - Nawiązanie do pierwszych słów 130-go Psalmu w Biblii(129) "De profundis clamavi ad te, Domine" - Z czeluści krzyczę do Ciebie Panie, który to psalm czyta się zwykle w imieniu zmarłego podczas ceremonii pogrzebu.(przypisek tłumacza)
___________
czwartek, 18 sierpnia 2011
A. Rimbaud - Sezon w piekle : Zła krew (cz.3 :Powrót do paganizmu)
Powraca krew pogańska! Duch jest blisko: dlaczego nie wspomaga mnie Chrystus darząc moją duszę szlachectwem i wolnością? Niestety! Ewangelia przeminęła! Ewangelia!Ewangelia.
Wyczekuję Boga z zachłannością. Pochodzę z najniższej rasy ze wszechczasów.
Oto jestem na plaży armorykańskiej*. Niech miasta rozbłysną wieczorem. Mój dzień się wypełnił: opuszczam Europę. Morski wiatr wypraży moje płuca; zagubione kliamty mnie zanudzą. Pływać, ścinać trawę, polować, zwłaszcza palić tytoń; pić likiery mocne jak gotujący się metal - jak czynili ci drodzy przodkowie wokół ognisk.
Powrócę z żelaznymi rękami i nogami, ciemnoskóry, z rozszalałym okiem: sądząc po mojej masce zaliczą mnie do mocnej rasy. Będę miał złoto; będę gnuśny i brutalny. Kobiety opiekują się takimi kalekimi dzikusami wracającymi z ciepłych krajów. Będę zamieszany w historie polityczne. Zbawiony.
Teraz jestem przeklęty, ojczyzna budzi we mnie odrazę. Najlepszym, to sen kompletnie pijanego na piaszczystym wybrzeżu.
Tłumaczyła Marta Pycior
* Armoryka (Armorica lub Aremorica): kraina w Galii celtyckiej, niegdyś Bretania, Kraina Loary, aż po brzegi Normandii, dzisiaj w znaczeniu wyłącznie Bretanii.
__________
Wyczekuję Boga z zachłannością. Pochodzę z najniższej rasy ze wszechczasów.
Oto jestem na plaży armorykańskiej*. Niech miasta rozbłysną wieczorem. Mój dzień się wypełnił: opuszczam Europę. Morski wiatr wypraży moje płuca; zagubione kliamty mnie zanudzą. Pływać, ścinać trawę, polować, zwłaszcza palić tytoń; pić likiery mocne jak gotujący się metal - jak czynili ci drodzy przodkowie wokół ognisk.
Powrócę z żelaznymi rękami i nogami, ciemnoskóry, z rozszalałym okiem: sądząc po mojej masce zaliczą mnie do mocnej rasy. Będę miał złoto; będę gnuśny i brutalny. Kobiety opiekują się takimi kalekimi dzikusami wracającymi z ciepłych krajów. Będę zamieszany w historie polityczne. Zbawiony.
Teraz jestem przeklęty, ojczyzna budzi we mnie odrazę. Najlepszym, to sen kompletnie pijanego na piaszczystym wybrzeżu.
Tłumaczyła Marta Pycior
* Armoryka (Armorica lub Aremorica): kraina w Galii celtyckiej, niegdyś Bretania, Kraina Loary, aż po brzegi Normandii, dzisiaj w znaczeniu wyłącznie Bretanii.
__________
czwartek, 11 sierpnia 2011
A. Rimbaud - Sezon w piekle : Zła krew (cz.2 :Historia jako proces fatalistyczny)
Gdybym chociaż miał antenatów w którymś momencie historii Francji !
Ale nie, nikogo.
Jest dla mnie oczywistym, że byłem zawsze niższą rasą. Nie mogę zrozumieć buntu.
Moja rasa podniesie się wyłacznie aby grabić : tak jak wilki na zwierzynę, która wcześniej nie zabiły.
Przypominam sobie historię Francji, najstarszej córki Kościoła.
Mógłbym, wieśniak, odbyć podróż do ziemi świętej ; mam w pamięci drogi równin szwabskich, widoki Bizancjum, obronne mury Solimana* ; kult Maryjny, rozczulenie nad ukrzyżowanym budzi się we mnie pomiędzy tysiacem bezbożnych bajań. – Siedzę, trędowaty, na rozbitym dzbanie, i pokrzywach, pod murem rozżarzonym słońcem.
-Później, rajtar, mógłbym biwakować pod niemieckimi nocacmi.
Ach! i jeszcze: ja tańczę w szabat na czerwonej polanie ze staruszkami i dziećmi.
Ja już nie sięgam pamięcią dalej niż ta ziemia i chrześcijaństwo.
Nie skończę widzieć się w tej przeszłości. Ale zawsze sam; bez rodziny; właściwie jakim mówiłem językiem? Nigdy nie widzę się w poradach Chrystusa ; ani w poradach Wielmożnych, - reprezentantów Chrystusa, -
Kim byłem w ubiegłym wieku? Odnajduję się dopiero dzisiaj. Nie ma już włóczegów, nie ma niejasnych wojen.
Niższa rasa objęła wszystko- lud, jak to się mówi,rozum; naród i nauke.
Och, nauka! Wszystko sie odebrało. Dla ciała i dla duszy,-wiatyk, - ma sie medycyne i filozofie, - babskie porady i aranżowane piesni ludowe.
A rozrywki książąt i gry, ktore zabraniali ! Geografia, kosmografia, mechanika, chemia!...
Nauka, nowe szlachectwo! Postęp. Świat działa! Dlaczego nie miałby się obracać?
To wizja liczb. Zdążamy do Ducha. Bez wątpienia, jest proroctwem, to co mówię. Rozumiem i nie wiedząc jak się wypowiedzieć bez pogańskich słów, chciałbym zamilczeć.
Tł. Marta Pycior
*Sułtan Soliman otoczył murami Jerozolimę w XVI wieku - przyp. tłumacza
Ale nie, nikogo.
Jest dla mnie oczywistym, że byłem zawsze niższą rasą. Nie mogę zrozumieć buntu.
Moja rasa podniesie się wyłacznie aby grabić : tak jak wilki na zwierzynę, która wcześniej nie zabiły.
Przypominam sobie historię Francji, najstarszej córki Kościoła.
Mógłbym, wieśniak, odbyć podróż do ziemi świętej ; mam w pamięci drogi równin szwabskich, widoki Bizancjum, obronne mury Solimana* ; kult Maryjny, rozczulenie nad ukrzyżowanym budzi się we mnie pomiędzy tysiacem bezbożnych bajań. – Siedzę, trędowaty, na rozbitym dzbanie, i pokrzywach, pod murem rozżarzonym słońcem.
-Później, rajtar, mógłbym biwakować pod niemieckimi nocacmi.
Ach! i jeszcze: ja tańczę w szabat na czerwonej polanie ze staruszkami i dziećmi.
Ja już nie sięgam pamięcią dalej niż ta ziemia i chrześcijaństwo.
Nie skończę widzieć się w tej przeszłości. Ale zawsze sam; bez rodziny; właściwie jakim mówiłem językiem? Nigdy nie widzę się w poradach Chrystusa ; ani w poradach Wielmożnych, - reprezentantów Chrystusa, -
Kim byłem w ubiegłym wieku? Odnajduję się dopiero dzisiaj. Nie ma już włóczegów, nie ma niejasnych wojen.
Niższa rasa objęła wszystko- lud, jak to się mówi,rozum; naród i nauke.
Och, nauka! Wszystko sie odebrało. Dla ciała i dla duszy,-wiatyk, - ma sie medycyne i filozofie, - babskie porady i aranżowane piesni ludowe.
A rozrywki książąt i gry, ktore zabraniali ! Geografia, kosmografia, mechanika, chemia!...
Nauka, nowe szlachectwo! Postęp. Świat działa! Dlaczego nie miałby się obracać?
To wizja liczb. Zdążamy do Ducha. Bez wątpienia, jest proroctwem, to co mówię. Rozumiem i nie wiedząc jak się wypowiedzieć bez pogańskich słów, chciałbym zamilczeć.
Tł. Marta Pycior
*Sułtan Soliman otoczył murami Jerozolimę w XVI wieku - przyp. tłumacza
niedziela, 31 lipca 2011
Arthur Rimbaud - Sezon w piekle: Zła krew (cz.1* Ironiczny autoportret)
Sezon w piekle: Zła krew (cz.I Ironiczny autoportret*)
Odziedziczyłem po mych galijskich przodkach niebieskie oko, ograniczony móżdżek i nieumiejętność walki. Uważam, że moja odzież jest równie barbarzyńska jak ich. Tyle, że nie maszczę sobie masłem mojej czupryny.
Galowie trudnili się ściąganiem skór ze zwierzat, paleniem traw, byli najgłupszymi ze wszystkich w tamtych czasach.
Od nich przejałem: bałwochwalstwo i uwielbienie profanacji; ach! Wszystkie wady, gwałtowność, zmysłowość, - cudownie, zmysłowość; - zwłaszcza kłamliwość i lenistwo.
Wkurzaja mnie wszystkie zawody. Szefowie i pracownicy, wszyscy to wieśniacy, prostacy. Ręka do piora na równi z ręka do pługa. – Co za czasy rąk! – Nie będę miał nigdy własnej ręki. Poza tym, udamawianie prowadzi zbyt daleko. Uczciwość żebractwa przygnębia mnie. Kryminaliści brzydza mnie jak kastraci : ja jestem nietknięty, jest mi to wszystko jedno.
Lecz! Kto uczynił mi jezyk perfidnym tak bardzo, że kierował i utrwalał dotad moje lenistwo? Bez używania, aby przeżyć, nawet mojego ciala, większy próżniak od najgorszego nikczemnika, żyłem wszędzie. Nie ma rodziny w Europie, ktorej nie znałbym. – Mam na mysli rodziny, jak moja, które zawdzięczają wszystko deklaracji Praw Czlowieka. – Znałem każdego syna rodziny!
*podzial na części oraz ich tytuły wyłącznie na potrzeby bloga
Tłumaczyła Marta Pycior
__________
Odziedziczyłem po mych galijskich przodkach niebieskie oko, ograniczony móżdżek i nieumiejętność walki. Uważam, że moja odzież jest równie barbarzyńska jak ich. Tyle, że nie maszczę sobie masłem mojej czupryny.
Galowie trudnili się ściąganiem skór ze zwierzat, paleniem traw, byli najgłupszymi ze wszystkich w tamtych czasach.
Od nich przejałem: bałwochwalstwo i uwielbienie profanacji; ach! Wszystkie wady, gwałtowność, zmysłowość, - cudownie, zmysłowość; - zwłaszcza kłamliwość i lenistwo.
Wkurzaja mnie wszystkie zawody. Szefowie i pracownicy, wszyscy to wieśniacy, prostacy. Ręka do piora na równi z ręka do pługa. – Co za czasy rąk! – Nie będę miał nigdy własnej ręki. Poza tym, udamawianie prowadzi zbyt daleko. Uczciwość żebractwa przygnębia mnie. Kryminaliści brzydza mnie jak kastraci : ja jestem nietknięty, jest mi to wszystko jedno.
Lecz! Kto uczynił mi jezyk perfidnym tak bardzo, że kierował i utrwalał dotad moje lenistwo? Bez używania, aby przeżyć, nawet mojego ciala, większy próżniak od najgorszego nikczemnika, żyłem wszędzie. Nie ma rodziny w Europie, ktorej nie znałbym. – Mam na mysli rodziny, jak moja, które zawdzięczają wszystko deklaracji Praw Czlowieka. – Znałem każdego syna rodziny!
*podzial na części oraz ich tytuły wyłącznie na potrzeby bloga
Tłumaczyła Marta Pycior
__________
Subskrybuj:
Posty (Atom)